Marsjanin. Andy Weir

002 Marsjanin Historia Marsjanina Andy’ego Weira to niemal klasyczny przypadek opowieści z początku niedocenionej, która niespodziewanie staje się hitem. Odrzucany przez kolejnych wydawców, którzy nie widzieli w niej potencjału, Weir swoją pisaninę publikował na blogu, rozdział po rozdziale. Zyskał grono wdzięcznych czytelników, którzy namawali go, aby opublikował całość w jednolitej formie. Własnymi siłami stworzył więc ebooka, którego wystawił w księgarni Amazon za najniższą możliwą kwotę – 99 centów.

Pewnie on sam nie spodziewał się sukcesu, jaki przypadł mu w udziale. W przeciągu 3 miesięcy Weir sprzedał 35 tys. kopii ebooka, który wylądował na liście absolutnych bestsellerów portalu w kategori science fiction. Dopiero to sprawiło, że wydawcy sami zainteresowali się jego książką. Powstał audiobook, a wkrótce potem za 100 tys. dolarów kupiono prawa do publikacji powieści w formie papierowej, a także prawa do zekranizowania dzieła. W świetnym filmie Ridleya Scotta główną rolę zagrał Matt Damon.

Ale nie będę dziś pisać o filmie, mimo że to on wzbudził we mnie pragnienie sięgnięcia po książkę – bardzo mi się spodobał i czułam, że literacki pierwowzór musi mieć do zaoferowania znacznie więcej. Nie pomyliłam się.

Uwaga! Dalsza część wpisu może zdradzać fabułę powieści.

Mark Watney jest członkiem Aresa III –  trzeciej załogowej misji na Marsa. Ich pobyt na tej niegościnnej planecie ma potrwać miesiąc, jednak przerywa ją gwałtowna burza piaskowa, która zmusza astronautów do nagłej ewakuacji z jej powierzchni. Mark ma pecha – zerwana przez potężny podmuch antena porywa go ze sobą w nieprzeniknioną ciemność spowodowaną przez unoszący się w powietrzu pył. Znika z radarów swoich kolegów, którym pozostało zaledwie kilka minut na bezpieczny powrót na orbitę. Jego pełen czujników skafander nie przesyła żadnych danych o jego położeniu czy parametrach życiowych. Dowodząca misją komandor Lewis podejmuje więc trudną decyzję o porzuceniu najpewniej martwego Watneya i jak najszybszej ucieczce z Marsa, zanim porywisty wiatr przechyli rakietę, która ma ich wynieść w przestrzeń, na tyle mocno, że start będzie niemożliwy. To prosty rachunek – Mark nie miał szans na przeżycie,  a bezpieczeństwo reszty załogi to w zaistniałych okolicznościach sprawa pierwszerzędna.
Załoga ma szczęście, choć pogrążeni w żałobie po koledze, wracają bezpiecznie do domu, do swoich bliskich.

Nie wiedzą jednak, że za sprawą niemal niemożliwego zbiegu okoliczności pozostawiony na powierzchni Marsa Mark Watney przeżył. 

Powieść ma formę dziennika, przeplatanego od czasu do czasu relacją z wydarzeń na Ziemi. Mimo że zapiski Watneya są naszpikowane specjalistyczną wiedzą techniczną o sprzęcie, jaki NASA powierzyła swoim astronautom, mnóstwem wyliczeń i zasadami fizyki, czyta się je niezwykle łatwo. Weir, posiadacz umysłu ścisłęgo, programista, podaje tę wiedzę w niezwykle przejrzysty i zrozumiały sposób, dzięki czemu nawet kompletny laik w dziedzinie nauki nie poczuje się sfrustrowany przytłaczającą ilością niezrozumiałych informacji. Wręcz przeciwnie, a samo to już wielka sztuka opowiadać o zagadnieniach naukowych tak, aby były nie tylko ciekawe, ale też łatwe w odbiorze.
No i sam Mark. Wielu z nas, będąc w tak absurdalnej sytuacji – porzucony przez swoich kolegów, uznany za zmarłego, sam jak palec na obcej planecie, oddalony o lata świetlne od najbliższego człowieka, zdany na siebie, ograniczony niewielkimi zapasami, praktycznie skazany na samotną śmierć głodową – po prostu poddałoby się rozpaczy i zwyczajnie umarło na Marsie. Ale nie Mark.
Mark ma dystans do siebie i swojej beznadziejnej sytuacji. I głowę na karku, w dodatku pełną pomysłów. Chociaż jest w pełni świadomy swojego położenia i niemal nieistniejących szans na ratunek, postanawia żyć. Ile się da. Skoro nie umar od razu, tak jak się tego po nim spodziewano, to czemu by nie chwycić byka za rogi? A może się uda? W najgorszym wypadku i tak umrze na Marsie na długo zanim na powierzchni wylądują członkowie misji Ares IV (ale co na Marsie przeżyje to i tak jego). A w najlepszym?

Marsjanin to świetna powieść, pełna humoru przeplatającego się z dramatyzmem, dobrze skrojona, spójna i wciągająca – trudno się od niej oderwać. Wbrew tak popularnemu w ostatnich nurtowi postapokaliptycznej przyszłości, pełnej zepsucia, updaku cywlizacji, dystopii, Marsjanin to książka ze wszech miar pozytywna. Wiele się w niej dzieje, nieprzewidziane zwroty akcji zapierają dech w piersiach, kolejne tarapaty w które popada Watney niekiedy mrożą krew – on się jednak nie poddaje. Walczy, nie pozwala ponieść się rezygnacji, właściwym sobie sposobem obraca wszystko w żart i szuka rozwiązania tak długo, aż je znajdzie.
Życzyłabym sobie mieć tyle silnej woli i wiary i szczęścia w życiu, co Mark Watney.


 

I.  Fabuła                       5 pkt.
II. Bohaterowie          4 pkt.
III. Narracja i język    4 pkt. 
IV. Emocje                    4 pkt.
V. Kreacja świata        5 pkt.
Przeczytaj więcej o moich kryteriach oceny. 

Ocena końcowa: 9/10

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s