Krawcowa z Dachau. Mary Chamberlain

004 Krawcowa z DachauTytuł książki Mary Chamberlain, Krawcowa z Dachau, był dla mnie obietnicą kolejnej poruszającej powieści osadzonej w realiach pogrążonej w wojnie Europy. Nie unikam książek o tej tematyce, odczuwam do nich swoisty pociąg, czytając pogłębiam świadomość i pamięć o minionych tragediach. Nie oczekuję tym samym przyjemnej lektury, spodziewam się najgorszego, bo przecież wiem czym były obozy koncentracyjne, komory gazowe i eksterminacja Żydów. Oczekuję literatury frapującej, chwilami trudnej, a nawet wyzwalającej ból duszy. Czuję, że tak właśnie trzeba.

Każda książka, powieść, fikcja literacka, która nie pozwala tym tematom być spychanym gdzieś w zakamarki cywilizacyjnej pamięci, jest w moim odczuciu wartościową pozycją. Tym chętniej zdecydowałam się przeczytać Krawcową z Dachau, nawet jeśli miałaby to być wtórnie wzruszająca opowieść o okrutnych, wojennych realiach. Jednak powieść Mary Chamberlain jest zaskakująca, ponieważ to nie o tytułowe Dachau chodzi.

Uwaga! Dalsza część wpisu może zdradzać fabułę powieści.

Czytaj dalej

Reklamy

Co nas nie zabije. David Lagercrantz

003 Co nas nie zabijeDavid Lagercrantz wziął na siebie nie lada odpowiedzialność. Wyzwanie iście karkołomne – napisać kontynuację bestsellerowej trylogii Millenium Stiega Larssona. Pomysł z jednej strony genialny, z drugiej wiążący się z dużym ryzykiem.

Millenium kilka lat temu zawładnęło czytelnikami – świetnie skrojona fabuła, starannie wypracowane intrygi, wyraziści bohaterowie, których pokochały rzesze ludzi na całym świecie. Larsson napisał jedne z najlepszych książek, jakie w życiu czytałam. Dowiedziawszy się więc o kontynuacji serii, byłam nieco zdegustowana – choć po Millenium pozostał mi nieukojony żal, że Larsson już nigdy nic nie napisze, głód nigdy nie zostanie zaspokojony, nie ucieszył mnie fakt, że seria doczekała się kontynuacji. Wcale nie zamierzałam rzucać się na tę książkę, wyszłam z założenia, że nie dorasta prawdziwemu Millenium do pięt i wcale nie chcę jej widzieć na tej samej półce.

Przeczytałam ją więc mimochodem, bo nadarzyła się okazja. Starałam się wyzbyć wysokich oczekiwań i po prostu przeczytać książkę Lagercrantza, potraktować ją trochę jak oddzielny byt, bo tylko w ten sposób mogłabym uniknąć rozczarowania. Niestety, zwyczajnie mi się to nie udało.

Lagercrantz ma lekkie pióro, dzięki któremu Co nas nie zabije czyta się szybko i przyjemnie. Akcja, sama w sobie wartka i dynamiczna, także jest pozornym atutem książki, bo nie da się ukryć, że przerzuca się stronę za stroną z typowym czytelniczym zniecierpliwieniem: co dalej, co dalej, CO DALEJ?. No właśnie, i co dalej?
Bohaterów już znamy, nie sądzę, by trzeba było ich przedstawiać (wychodzę z założenia, że większość sięgając po tę książkę, zna ich pierwowzory), Lagercrantz dostał w spadku już wykreowane, w pełni ukształtowane osobowości z konkretnym bagażem doświadczeń. Jego rolą było zaadaptować je, wrzucić w wir swojej fabuły, co wcale nie znaczy, że było to zadanie łatwe, o nie. Wyszło znośnie – Lagercrantz niewątpliwie wgryzł się w Lisbeth i Mikaela i w przyzwoity sposób uwikłał ich w swoją historię. Bez szału, ale też i bez wielkich rozczarowań.
To co jednak mnie rozczarowało to właśnie ten wir zdarzeń, w jakich umieścił bohaterów, to fabuła.

Uwaga! Dalsza część wpisu może zdradzać fabułę powieści.

Czytaj dalej