Zanim się pojawiłeś. Jojo Moyes

022-zanim-sie-pojawilesZazwyczaj dość ostrożnie podchodzę do wielkich światowych bestsellerów. Staram się nie mieć zbyt wysokich oczekiwań. Lepiej się mile zaskoczyć lekturą, która przechodzi nasze oczekiwania, niż niemile rozczarować, kiedy zamiast obiecanych fajerwerków dostajemy patyczek zimnego ognia – ładny, ale po kilkudziesięciu sekundach nie pozostaje po nim nawet wspomnienie. Szczególnie ostrożna jestem z kolei w przypadku literatury kobiecej, która niestety zbyt często nie trafia w moją estetykę.

Nie raz, nie dwa przekonałam się, że mój gust nie zawsze idzie w parze z  gustem milionów innych czytelników, jednakże Zanim się pojawiłeś brytyjskiej pisarki Jojo Moyes bezceremonialnie skradło moje serce i poruszyło najtkliwsze struny empatycznej duszy, którą w sobie skrywam.

Uwaga! Dalsza część wpisu może zdradzać znaczne elementy fabuły powieści.

Czytaj dalej

Reklamy

Księga jesiennych demonów. Jarosław Grzędowicz

021-ksiega-jesiennych-demonowDawno już nie sięgałam po żaden zbiór opowiadań. Nie mogę powiedzieć, że nie lubię tej krótkiej formy, jednak z pewnych przyczyn wolę powieści. Na Księgę jesiennych demonów zdecydowałam raczej ze względu na jej autora (którego moja czytelnicza dusza pokochała za Pana Lodowego Ogrodu), niż na zamiłowanie do opowiadań. No i może ze względu na pogodę za oknem.

Na antologię Księga jesiennych demonów składa się pięć opowiadań Jarosława Grzędowicza. Nie łączy ich fabuła, bohaterowie czy miejsce akcji. Elementem, który spaja je w całość jest ponura, listopadowa aura, pełna niepokoju i grozy.

Uwaga! Dalsza część wpisu może zdradzać fabułę książki.

 

 

Czytaj dalej

Kolejność. Hubert Hender

020-kolejnoscDuszno. Spiekota. Kurz osiadający na lepkiej od potu skórze. Miasto. Relikt. Powietrze falujące od upału nad rozgrzanym asfaltem pustych ulic, na wpół wymarłe kamienice pełne nadgniłych mieszkań. Mroczne i wilgotne korytarze starych kopalń oraz zbrodnie popełniane w tajemniczej kolejności. Taką atmosferę serwuje młody polski pisarz Hubert Hender w swojej książce Kolejność.

Ten klimat właśnie, ta przytłaczająca i klaustrofobiczna aura małego, sennego polskiego miasteczka, są tym, co naprawdę się autorowi udało.

Uwaga! Dalsza część wpisu może zdradzać fabułę powieści.

Czytaj dalej

Córka łupieżcy. Jacek Dukaj

019-corka-lupiezcyKilka lat temu na księgarnianej półce ujrzałam Lód Jacka Dukaja. Księga zachwyciła mnie tak pięknym wydaniem, jak i monumentalną objętością. Nie zdecydowałam się jednak wtedy na nabycie i poznanie tego dzieła. Zostawiłam je na miejscu z myślą o przyszłości. Po latach postanowiłam wrócić do prozy Dukaja, sięgając jednak po książkę zdecydowanie mniejszą objętościowo. Tak oto poznałam Córkę łupieżcy.

Po skończonej lekturze, myślę, że zostawienie wtedy Lodu na półce było słuszną decyzją. Upewniły mnie w tym przejrzane w ostatnich dniach recenzje i wrażenia z lektur. Wtedy, będąc nastolatką mogłabym niepotrzebnie zrazić się do Dukaja, zachować w pamięci lekturę książki trudnej i nie do końca zrozumianej, tak jak w przypadku przeczytanej przed wielu laty książki Philipa K. Dicka Przez ciemne zwierciadło.

Uwaga! Dalsza część wpisu może zdradzać fabułę powieści.

Czytaj dalej

Dlaczego nie wącham książek i o innych fetyszyzmach

Książki to piękne przedmioty. Ich obecność w domu oddaje część charakteru gospodarzy, jest obietnicą, że mamy do czynienia z kimś, kto nie tylko owe książki posiada, ale być może robi z nimi także inne rzeczy. Bo z książkami można wiele.

Książki to bardzo wszechstronne przedmioty. Można je na przykład podziwiać, jak stoją na półce, oglądać z każdej strony i zachwycać się fantastyczną okładką. Można je dotykać, pieścić palcami, rozpływając się nad delikatną fakturą papieru. Można podobno wsłuchiwać się z szelest stron. No i najważniejsze – książkę trzeba powąchać. Nasycić się jej wonią, niezależnie od tego, czy to książka nowa, pośmierdująca jeszcze drukarską farbą, czy stara, trącąca niekiedy wilgocią, z lekką nutką pleśni, czy też wyświechtany, wymacany setkami obślinionych i spoconych palców przygodnych czytelników egzemplarz biblioteczny. Wąchanie książki jest bowiem tym, co wszyscy bibliofile, bibliomaniacy i bibliomani, książkowe nerdy i mole lubią podobno najbardziej. Dopiero gdzieś na samym końcu długiej listy czynności znajduje się stare, dobre czytanie.

Z książkami wiąże się też wiele przesądów i obostrzeń. Nie wolno zaginać rogów i czytać przy jedzeniu. Zapiski na marginesach to dla wielu czyste świętokradztwo, a w ogóle to jak nie czytasz, nie pójdę z tobą do łóżka, ha! Odnośnie tego ostatniego powiem tylko, że o ile dawno temu hasło to mnie rozbawiło, o tyle z wiekiem zmądrzałam i teraz mnie mierzi. Nikogo, kto nie czyta, do czytania raczej nie przekona, a potrzeby ciała nie mniej ważne są, niż potrzeby duszy. Promowane w ten sposób czytelnictwo kojarzy mi się z bufonadą i nadęciem.
Co do pozostałych zabobonów –  oczywiście dbam o posiadane książki, a przynajmniej dokładam największych starań, aby z czytania wychodziły cało. Nie da się przy tym ukryć, że książki są niezwykle podatne na wszelkie możliwe próby niszczenia, jakie przychodzą mi do głowy, tym bardziej wypada je chronić. Podobnie dbam o inne przedmioty, które nabywam za swoje ciężko zarobione pieniądze. Jeszcze bardziej dbam o książki pożyczone od innych, ponieważ to oni musieli ciężko pracować, żeby sobie owe książki kupić, a teraz ja korzystam z ich dobrej woli. Jednak nie mogę się oprzeć wrażeniu, że ta paniczna nagonka na każdego, kto książkę traktuje jak przedmiot, a nie obiekt niezdrowego kultu, wynika nie z szacunku do Książki, lecz ze zwykłej próżności. Najlepszym sposobem na zachowanie książki w dobrym stanie, bez choćby jednej plamki, zmemłanego rogu okładki, przypadkiem złamanego grzbietu, czy zagiętego rogu, łzy, która zmoczyła stronę, należałoby zastosować najprostsze w świecie rozwiązanie –  NIE CZYTAĆ! 

Najlepszą moim zdaniem metodą na oddanie książce szacunku jest jej przeczytanie, zachęcanie innych do sięgnięcia po nią i rozmawianie o niej. Nie mniej ważne jest kupienie książki, bowiem bez tego autor może nie dożyć do końca procesu tworzenia swojego kolejnego dzieła. I doprawdy, czy też oddawać się będę zabobonnemu rytuałowi odczuwania książki wszystkimi zmysłami, zanim w końcu zatracę się w jej treści, czy też przeczytam ją na czytniku, dając się ponieść słowom w świętokradczej formie pozbawionej zapachu i faktury – nie ma to najmniejszego znaczenia.

A zatem, nie. Nie wącham książek. Zaczytuję się w nich, odpływam w nieznane rejony wyobraźni, kocham zawarte w nich słowa i historie. Słowa i historie, nie drukarską farbę naniesioną na papier.

Blackout. Marc Elsberg

018-blackoutElektryczność. Czy jesteśmy w stanie wyobrazić sobie, jak wyglądał świat sprzed jej wynalezienia i upowszechnienia? Płynący przewodami z wielkich elektrowni wprost do gniazdek w naszych domach, zasila dziesiątki domowych sprzętów i umożliwia nam życie na poziomie, o jakim nasi pradziadkowie nawet nie śnili. Urządzenia na prąd otaczają nas z każdej strony, polegamy na nic niemal w każdym aspekcie życia. Kto wyobraża sobie dziś życie bez lodówki, pralki, telewizora, komputera i telefonu komórkowego? Kto z nas wyobraża sobie życie bez światła?

Nawet krótkie przerwy w dostawie prądu wywołują we mnie nieprzyjemne uczucie dyskomfortu. W mieszkaniu zalega nienaturalna cisza – nie brzęczy lodówka, nie szumi filtr do stojącego w sypialni akwarium. Niemal niesłyszalny szmer urządzenia nie wadzi mi w normalnych warunkach, a jednak gdy nie ma prądu odczuwam jego brak. Nie ma internetu, nie można naładować telefonu, zapalić światła w łazience, odpalić głupiej kuchenki gazowej bez zapalniczki. Nagle okazuje się, że żaden z nowoczesnych sprzętów domowych na nic się nam nie przyda. A teraz pomyślmy, że taki stan utrzymuje się dłużej niż kilka godzin i ma zasięg zdecydowanie większy, niż kilka bloków na osiedlu, dzielnica, miasto, a nawet kraj… Witaj w świecie, w którym nastąpił blackout.

Uwaga! Dalsza część wpisu może zdradzać fabułę powieści.

Czytaj dalej