Córka łupieżcy. Jacek Dukaj

019-corka-lupiezcyKilka lat temu na księgarnianej półce ujrzałam Lód Jacka Dukaja. Księga zachwyciła mnie tak pięknym wydaniem, jak i monumentalną objętością. Nie zdecydowałam się jednak wtedy na nabycie i poznanie tego dzieła. Zostawiłam je na miejscu z myślą o przyszłości. Po latach postanowiłam wrócić do prozy Dukaja, sięgając jednak po książkę zdecydowanie mniejszą objętościowo. Tak oto poznałam Córkę łupieżcy.

Po skończonej lekturze, myślę, że zostawienie wtedy Lodu na półce było słuszną decyzją. Upewniły mnie w tym przejrzane w ostatnich dniach recenzje i wrażenia z lektur. Wtedy, będąc nastolatką mogłabym niepotrzebnie zrazić się do Dukaja, zachować w pamięci lekturę książki trudnej i nie do końca zrozumianej, tak jak w przypadku przeczytanej przed wielu laty książki Philipa K. Dicka Przez ciemne zwierciadło.

Uwaga! Dalsza część wpisu może zdradzać fabułę powieści.

Córka łupieżcy to niespełna stupięćdziesięciostronicowa nowela, mikropowieść, rozpoczynająca się osiemnastymi urodzinami Zuzanny Klajn. Dziewczyna dostaje trzy ważne prezenty, w tym chyba najważniejszy – list-testament od swojego zmarłego przed piętnastu laty ojca. Dziwny amulet, który otrzymuje od ojca dziewczyna, okaże się być kluczem do Miasta, niezwykłej, fantastycznej, międzywymiarowej metropolii.

Jacek Dukaj nie rozpieszcza czytelnika wstępami, nie daje szansy na zorientowanie się w jakim dokładnie świecie się znaleźliśmy, czy chociaż pobieżne zrozumienie rządzących nim praw. Kraków połowy XXI wieku, w którym rozpoczyna się akcja Córki łupieżcy to miasto nieprzypominające dzisiejszego Krakowa, obce, o dziwnej, elfiej architekturze, zamieszkane przez ludzkość, która zdołała wyprzedzić technologicznie poprzednie pokolenia o lata świetlne. Książka od pierwszych stron epatuje niezrozumiałymi terminami, lakonicznymi opisami zjawisk, urządzeń i technologii, które do samego końca nie zostają wyjaśnione, a odkrycie ich znaczenia, sposobu działania, sensu autor pozostawia niemal wyłącznie wyobraźni czytelnika. 
A ta przez całą lekturę pracuje na najwyższych obrotach, tworząc na podstawie krótkich i naszpikowanych obco brzmiącą terminologią opisów prawdziwie fantastyczne obrazy.

Córka łupieżcy to nie jest jedna z tych książek, które można pokochać poprzez błyskotliwych bohaterów czy spójnie wykreowaną rzeczywistość. Jej atutem nie jest też dynamiczna akcja, bo choć krótka, powieść ta wydała mi się pod tym względem nudna i niespecjalnie odkrywcza. Ot mamy dziewczynę, która otrzymuje wiadomość z przeszłości i dziwny, nieco tajemniczy spadek, który okazuje się kluczem do innego świata. Czytelnik rozczaruje się jednak sądząc, że w tym świecie czekają go zapierające dech w piersiach wydarzenia. Nie będziemy świadkami spektakularnych przygód Zuzanny Klajn, nie będziemy wraz z nią walczyć o przetrwanie. Nagły zwrot akcji w drugiej części książki spowoduje zalanie jeszcze większą ilością niezrozumiałej terminologii i teorii, niewiele wyjaśniając, a samo zakończenie jest dość banalne.

Prawdziwym atutem Córki łupieżcy jest jednak Miasto i jego opisy. Miasto, odzwierciedlające wszystkie istniejące kiedykolwiek metropolie, w tym i w innych wszechświatach. Dziesiątki, setki miliardów lat ewolucji nieskończonej ilości cywilizacji, które rodziły się, rozkwitały i upadały, zostawiając swoje odbicie w Mieście. Miasto, będące portalem do obcych światów i ich historii, zdobyczy technologicznych, łupionych teraz przez człowieka. Tajemnicze, pełne zdumiewających budowli, będących zaprzeczeniem znanych nam praw fizyki, sprawiające wrażenie eterycznego, choć jednocześnie pozostaje boleśnie namacalne. To odkrywanie Miasta oraz koncepcja przedwiecznego cmentarzyska cywilizacji, końca, ku któremu zmierzają wszystkie przeszłe, obecne i przyszłe światy, są tym, co w książce Dukaja najbardziej fascynuje.

Za tą króciutką książką trudno jest nadążyć. Trudno się w nią wgryźć, stać się jej częścią. Proza Dukaja okazała się być dla mnie trudna w odbiorze. Język, którym posługuje się pisarz, choć to piękna polszczyzna, jest nieco męczący i nie wszystkie zabiegi stylistyczne uważam za udane. Stosowanie na przykład archaicznych form czasu zaprzeszłego, choć być może świadczy o erudycji i  kunszcie literackim, w tekście naszpikowanym nieistniejącą, fantastyczno-naukową nomenklaturą, wydaje mi się nie na miejscu. A może to taka maniera Dukaja, charakterystyczna dla jego narracji? Podobnie nic nie wnoszącym zabiegiem są nieliczne dialogi w języku angielskim. Być może nie rozumiem co autor miał na myśli, ale wydało mi się to zupełnie zbędne.

Podsumowując moje wrażenia z lektury Córki łupieżcy, zmagam się z dwojakimi odczuciami. Książka jest intrygująca i mocno oddziałująca na wyobraźnię, ukazuje aspekty rozwoju technologicznego, zagrożenia, jakie może powodować ograniczony dostęp do wiedzy, monopolizm wielkich konglomeratów na jej pozyskiwanie i  wdrażanie. Jednocześnie to napisana dość trudnym językiem, budująca dystans z czytelnikiem, nudna powieść z motywem poszukiwania własnej tożsamości. Trudno tu o jednoznaczną ocenę. To chyba jedna z tych książek, które albo się czuje, albo nie.

Mimo tych sprzecznych opinii, a może właśnie w związku z nimi, z pewnością nie zakończę swojej znajomości Jakiem Dukajem na tej jednej, króciutkiej książce, w której ciężko się było rozsmakować. Być może nie zostanę jego wielką fanką, ale na Córce łupieżcy z pewnością nie poprzestanę.


I.  Fabuła                        2 pkt.
II. Bohaterowie             3 pkt.
III. Narracja i język        3 pkt.
IV. Emocje                      4 pkt.
V. Kreacja świata           4 pkt.

Ocena: 6+/10

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s