Enklawa. Ove Løgmansbø (Remigiusz Mróz)

Kilka dni temu przeżyłam nie lada niespodziankę. Zupełnie nieplanowanie zaczęłam czytelniczy rok 2017 od lektury – jak się okazało dopiero niedawno – książki Remigiusza Mroza. Tym, którzy śledzą nowinki z rodzimej sceny literackiej wiadomość ta zapewne jest już znana – tak, drodzy moi, tajemniczy Farer polskiego pochodzenia, Ove Løgmansbø, który postanowił rzekomo zadebiutować w Polsce z uwagi na raczej niewielki rynek wydawniczy Wysp Owczych, to nikt inny jak nasz bestsellerowy Remigiusz Mróz.
Niestety – nie zyskaliśmy tym samym nowego, nieco egzotycznego autora skandynawskich thillerów i kryminałów i to dla mnie osobiście stanowi niewielkie rozczarowanie. Z drugiej strony to naprawdę świetne, że w kraju, gdzie czytelnictwo jest ponoć na zastraszająco niskim poziomie, wciąż jest tu miejsce dla tak niezwykle płodnych pisarzy jak Mróz, którzy nie dość że wydają kilka książek rocznie pod własnym nazwiskiem, to jeszcze mogą pozwolić sobie na pozyskanie kolejnych czytelników, pisząc pod pseudonimem.

Ale! Do rzeczy, bo skoro tajemnica wyszła na jaw, warto powiedzieć kilka słów o Enklawie, pierwszej z trzech powieści, których akcja toczy się na Wyspach Owczych.

 

Uwaga! Dalsza część wpisu może zdradzać elementy fabuły.

Enklawa to klimatyczny kryminał osadzony w niewielkiej, niemalże zamkniętej społeczności miasteczka Vestmanna. Życie toczy się tam jednostajnie, a mieszkańcy zdają się nie mieć przed sobą żadnych tajemnic – wszyscy się tu znają, nawet jeśli nie osobiście, to przynajmniej z widzenia. Nie, nie jest to żadna idylla, idealna sielanka. Oddalone od kontynentu o wiele kilometrów, otoczone morzem, smagane wiatrem i deszczem Wyspy Owcze mają swoje mroczne zakamarki, jednak życie jest tam bezpieczne i spokojne, a morderstwa praktycznie się nie zdarzają. Aż do dnia, w którym bez śladu znika nastolatka.
Kiedy zorganizowana naprędce akcja poszukiwawcza nie przynosi rezultatów, do Vestmanny z Danii przybywa młoda policjantka, Katrine Ellegaard, która ma kierować śledztwem. To z założenia nie będzie należeć do prostych. Relacje polityczne między Farerami a Duńczykami nie należą bowiem do najcieplejszych. Wśród dumnych mieszkańców archipelagu panują nastroje niepodległościowe, a obecność przedstawicielki duńskich władz to dla nich zadra w oku. Nie zmienia to jednak faktu, że miejscowi policjanci przywykli co najwyżej do rozganiania pijackich awantur i ustalania okoliczności wypadków samochodowych z udziałem owiec.

Śledztwo w Enklawie toczy się raczej mozolnie i nie bez trudności. Czytelnik ma okazję dokładnie przyjrzeć się zasadom funkcjonowania niewielkiej społeczności i poznać skrzętnie ukrywane grzeszki jej członków. Książka jest bardzo klimatyczna – szczególnie gdy wspomoże się wyobraźnię zdjęciami niesamowitych, zapierających dech w piersiach krajobrazów Wysp Owczych. Autor zadbał o odpowiednie budowanie napięcia, i chociaż akcja pozornie jest dość powolna, to lektura jest niepokojąca. Dzieje się tak przede wszystkim poprzez głównego bohatera, miejscowego outsidera, byłego żołnierza – Hallbjørna Olsena, który prowadzi śledztwo wraz z duńską policjantką.
Mrukliwy, szorstki w obyciu, nadużywający alkoholu Hallbjørn nie pamięta, jak spędził noc, w którą zaginęła nastolatka, koleżanka jego córki. Zaangażowany do pomocy przez duńską policjantkę, sam prowadzi własne dochodzenie, mając nadzieję odtworzyć swoje kolejne kroki i wypełnić luki w pamięci. Prawda o tym, co stało się feralnej nocy może okazać się bardzo bolesna.

Jak czytało się Enklawę? Całkiem nieźle i dopóki sądziłam, że książka jest debiutem pisarza z odległych, smaganych deszczem i wiatrem, pogrążonych w mroku i mgle Farojów, byłam w stanie uznać, że to naprawdę niezły debiut. Kiedy zaczynałam pisać w głowie recenzję Enklawy krótko po jej przeczytaniu, chciałam napisać o tym, że Ove Løgmansbø czysto naszkicował życie, jakie toczy się w tym odległym zakątku gdzieś na obrzeżach cywilizowanego świata, wraz ze wszystkimi wyraźnymi cechami życia w zamkniętym, niewielkim społeczeństwie i w surowych warunkach klimatycznych, jakie panują na Wyspach Owczych. Niestety ujawnienie się Remigiusza Mroza jako Ove Løgmansbø nieco zatarło to wrażenie – i stąd między innymi moje rozczarowanie.
Dlaczego? Bo Remigiusz Mróz wcielając się w Ove Løgmansbø i pisząc Enklawę, nie odwiedził Wysp Owczych. Owszem, zrobił research, podobno słuchał farerskiego radia (nic nie rozumiejąc) i oglądał obrazy z internetowych kamerek, aby poznać rytm życia miejscowych. Czy to jednak wystarczy, aby napisać nie tylko przyzwoity kryminał, ale i nakreślić wiarygodny szkic społeczeństwa archipelagu Wysp Owczych? Niestety, wraz ujawnieniem się prawdziwej tożsamości Ove Løgmansbø całe dobre wrażenie co do realności tła społecznego Enklawy legło w gruzach. Dla mnie osobiście fakt, że to właśnie Mróz okazał się tajemniczym Farerem to największy minus Enklawy.


I.  Fabuła                        4 pkt.
II. Bohaterowie             3 pkt.
III. Narracja i język        4 pkt.
IV. Emocje                      3 pkt.
V. Kreacja świata           2 pkt.

Ocena: 6/10

Advertisements

One thought on “Enklawa. Ove Løgmansbø (Remigiusz Mróz)

  1. Co prawda za Enklawę zabrałam się na samym końcu (zaczęłam od środka), jednak nie przeszkodziło mi to w płynności czytania bądź nadążaniem za wątkami, o których nie miałam wcześniej pojęcia. Uważam, że cały cykl Vestmanny wyszedł Mrozowi bardzo dobrze, dlatego już nie mogę się doczekać, aż zabiorę się za pozostał tytułu! Zarówno Enklawa, jak i Połów oraz Prom poruszają ciekawe kwestie i są pełnie niekonwencjonalnych decyzji, które świetnie komponują się z wartką akcją 🙂
    http://favouread.blogspot.com

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s